My, z Pszczyńskiego Uniwersytetu (24) - Zofia MICZA

ZAWSZE JEST CZAS NA PASJE

         Artystyczna dusza obdarowana wieloma talentami – to pani inżynier melioracji Zofia Micza, a tak naprawdę niespełniona malarka, która do swoich obrazów układa wiersze, łagodne, pełne ciepła i serdeczności wobec ludzi, uwrażliwione na przyrodę. Rysowanie, malowanie jest obecnie jej pasją, choć długie lata talent drzemał w ukryciu i tylko rzadko dawał znać o sobie. Po szkole podstawowej nie udało się przekonać ojca do realizowania jej marzeń w liceum plastycznym, toteż maturę w wieku 17. lat zdawała w Liceum Ogólnokształcącym w swoim rodzinnym Tarnowie i wybrała kierunek studiów, który miał jej przynieść konkretny zawód, czyli Wydział Melioracji w Wyższej Szkole Rolniczej w Krakowie ukończony w 1970 roku. Wybór mógłby paść także na matematykę, do której miała inklinacje po ojcu nauczycielu tego przedmiotu i dyrektorze LO w Tarnowie (studia ukończył we Lwowie i na dwa lata przed wybuchem wojny osiedlił się w Tarnowie).

MICZA ZofiaJeśli chodzi o zawód, to jak mówi dziś Pani Zofia, nie był to najtrafniejszy wybór, ale konsekwentna w swoich działaniach, po ukończeniu studiów całe życie przepracowała w wyuczonym fachu. Jak wspomina, były i piękne chwile, jak choćby te, gdy przychodziło jej przemierzać kilometry pośród urokliwych krajobrazów ze wspaniałą przyrodą, zachwycały ją zwłaszcza meandry i zakola rzek z przybrzeżną roślinnością i ptactwem. Jej malarskie oko zatrzymywało pod powieką na długo obrazy, które łagodziły uciążliwości zawodowych obowiązków, a słowa podziwu same układały się w wiersze.

W związku z pracą, a także osobistym życiem, zmieniała kilkakrotnie miejsce zamieszkania, a więc był Tarnów, Kraków, znowu Tarnów i dwuletnia praca w pobliskim Tuchowie, potem Jastrzębie Zdrój na okres 5-letniej pracy w Wodzisławskim Przedsiębiorstwie Robót Inżynieryjnych, znów Tarnów i od 1982 r. zatrudnienie aż do emerytury w Wojewódzkim Zarządzie Inwestycji Rolniczych w Katowicach z oddziałem w Pszczynie, gdzie jej rodzina otrzymała zakładowe mieszkanie. Pszczyna zresztą była jej znana także z okresu zawodowego stażu.

         Już jako dziecko lubiła malować, uwieczniała na kartkach lalki, twarze, ale z tamtych czasów przetrwały zaledwie dwie prace oraz autoportret, pamięta, że swoje rysunki rozdawała koleżankom, reszta zawieruszyła się podczas przeprowadzek rodziców. Miała też talent muzyczny, ukończyła szkołę podstawową w zakresie gry na fortepianie, lubiła śpiewać, co wykorzystała udzielając się w studenckim kabarecie. Teraz zdarza się tylko od czasu do czasu, że siada do instrumentu przypominając sobie jakiś utwór, melodię czy piosenkę. Napisała kilka tekstów pod melodie znanych szlagierów, co ma zamiar wykorzystać przy okazji najbliższych wspólnych spotkań. Wiersze, jak mówi, pisze w miarę szybko, często są to wiersze okazjonalne, rymowane, ale zawsze podane z literackim wdziękiem. Sporo czasu natomiast zajmuje jej od paru lat malowanie, czemu oddaje się z pasją. Jest zachwycona tym, że może uczestniczyć w zajęciach Uniwersytetu Trzeciego Wieku i udzielać się w sekcji malarskiej, gdzie pod okiem fachowca uczestnicy doskonalą swoje umiejętności i talenty malując, tworząc plastyczne kolaże czy inne prace plastyczne. Od października ma także zamiar uczestniczyć w zajęciach malarstwa sztalugowego w Pszczyńskim Centrum Kultury oraz wciągnąć się w szeregi pszczyńskiego amatorskiego klubu plastycznego „Zdrzadełko”. Naszkicowała i namalowała wiele portretów – znajomych, koleżanek, wnuczek i do każdego układa wiersz, który odzwierciedla cechy utrwalanych malarsko postaci. Z tej wspólnoty artystycznych działań chce złożyć album. Tworzy prace ołówkiem, temperą, pastelą, akwarelą i przymierza się do prac olejnych.

         Swego czasu zainspirowana prozą krewnego – kuzyna swojej matki Wiesława Fuska, który jako farmaceuta z Biecza i żołnierz polski II wojny światowej przeszedł afrykański szlak bojowy opisany przez niego w książce pt. „Przez Piaski Pustyni. Z dziennika żołnierza Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich” (wyd. przez Ossolineum), napisała trzynastozgłoskowcem swoją wizję afrykańskiej wojennej sceny – żołnierskich zmagań jak i świata przyrody pt. „Tułacze”. Nie dokończyła tej pracy, więc ma zamiar to zrobić i uzupełnić obrazami, ukazać swoją malarską wizję Czarnego Lądu, którego zresztą nigdy nie widziała. A więc pracy przed sobą ma Pani Zofia wiele, ale jest w swoim żywiole i zarówno malowanie jak i poezja przynoszą jej satysfakcję i niekłamaną radość.

Mąż – geodeta po AGH pochodzący ze Skoczowa, którego poznała jeszcze podczas studiów w Krakowie, nie podziela jej fascynacji artystycznych, ale ma swoje pasje – fotografowanie i filatelistykę. Popiera ją natomiast siostra – matematyczka zamieszkała w Proszowicach pod Krakowem. Brat – emerytowany lekarz wojskowy mieszka w Poznaniu, drugi brat bardzo młodo zginął w wypadku.

Pani Zofia ma dwie córki – starsza Izabela mieszka pod Sanokiem, druga Barbara w Pszczynie, oraz dwie wnuczki, w tym jedna z nich, Basia, uczennica Liceum Plastycznego w Rzeszowie, bardzo uzdolniona plastycznie, maluje już teraz piękne obrazy.

                                                                                                                          

                                                         sierpień 2013             Barbara Solarska

wiersz Zofii Miczy do własnego portretu:

WODNIK

Jestem jak szaruga jesienna

pobrużdżona przez deszczowe łzy

przestworzy bezkresna ciemnia

tylko oczu mych refleks lśni.

Wiersz pt. LATO

W górach rozkochane

choć tak krótko bywa gościem

wiatrem pędzi wraz z chmurami

prościuteńko nad Zakopane.

Deszczem wita gór stolica

w szczyt Giewontu piorun trzasnął

znacząc swoją moc i siłę

lecz po chwili słońca jasność

wyjrzy spoza czarnej chmury.

Szaro-biała mgła okryła

granitowe ostre szczyty

też te góry pokochałam

budzą postrach i zachwyty.     /Zakopane lipiec 2013/

------------------------------------------------------ ψ ψ ψ ψ ψ ψ ψ ψ ψ  ----------------------------------------------------------  





©2024 Pszczyński Uniwersytet Trzeciego Wieku