My z Pszczyńskiego Uniwersytetu (11) - Henryk GAJEWSKI

ROWEREM PO KRAJU

Henryk Gajewskiz zawodu kowal, pasjonat przemierzania kraju na rowerze, zainteresowany historią jak i aktualnymi problemami społecznymi i kulturalnymi, co przejawia się w aktywnym uczestnictwie w dostępnych w Pszczynie gajewski 04wykładach, np. w comiesięcznych prelekcjach Muzeum Zamkowego, spotkaniach w Muzeum Militarnych Dziejów Śląska, wykładach organizowanych przez Miejsko-Powiatową Bibliotekę Publiczną, Pszczyński Uniwersytet Trzeciego Wieku, a także uczestnictwo, wspólnie z małżonką, w cotygodniowych spotkaniach dla seniorów przy parafii Podwyższenia Krzyża Świętego. Chętnie bierze udział w poetycko-muzycznych spotkaniach w klubie „Pod 13” Pszczyńskiego Centrum Kultury.

Z Pszczyną związany jest nieodwołalnie, jako że mieszka tu już 39 lat. Wcześniejsze, ważne miejsca w jego życiorysie to przede wszystkim Chełmno, gdzie urodził się w 1954 r., wieś Kamlarki (dziś woj. kujawsko-pomorskie) - tu mieszkał z rodzicami i rodzeństwem, Krusin, gdzie był uczniem szkoły podstawowej. W Chełmnie ukończył szkołę zawodową, a prywatnie uczył się kowalstwa maszyn rolniczych, co dobrze wspomina i do tej pory odwiedza swojego 89-letniego już dziś nauczyciela i majstra, który zawsze wita go ze wzruszeniem.

Postanowił wyruszyć w świat i w 1971 r. zatrudnił się na trzy lata w Stoczni im. Lenina w Gdańsku (po roku w stoczni remontowej), kolejne dwa lata zajęła mu służba wojskowa, po czym wrócił do stoczni. Zmiana miejsca zamieszkania i pracy w 1979 r. spowodowana była chęcią stabilizacji i przede wszystkim uzyskania mieszkania. Takie możliwości dawała praca na Śląsku w Kopalni XXX-lecia (dziś „Pniówek”). Po pół roku, wraz z żoną Marią pochodzącą z Konina, a poznaną jeszcze w Gdańsku, zamieszkali w Pszczynie. Na Śląsku zaaklimatyzował się szybko, bardzo sobie chwalił mieszkanie w bloku na Łokietka, w Pszczynie urodziła się w 1980 r. córka Anna. Po czternastu latach zakupili z żoną dom na Poligonie, gdzie mieszkają z córką i jej rodziną (zięć, 4-letnia wnuczka).

Praca na kopalni nie była dla niego specjalnie szczęśliwa, gdyż po trzech latach uległ wypadkowi, przeszedł na rentę, przez jakiś czas pracował w pszczyńskim „Polgazie”, potem wraz z żoną prowadził przez 30 lat warsztat z prywatnymi usługami kowalsko-ślusarsko-spawalniczymi.

To tyle w skrócie jeśli chodzi o biografię pana Henryka, ale najciekawsze chyba historie zaczęły się z chwilą odkrycia, ile radości daje podróżowanie po kraju rowerem. A zaczęło się od wspólnej wyprawy z 11-letnią wówczas córką w 1991 r. I nie był to krótki, jednodniowy wypad po okolicy, ale 16-dniowa eskapada z namiotem, w nie zawsze sprzyjających warunkach noclegowych, ale z wyznaczoną ściśle trasą, która obejmowała miejscowości: Wadowice, Rabka, Nowy Targ, Stary Sącz, Dolina Popradu, Krynica, Nowy Sącz, Limanowa, Wieliczka, Kraków, Ojców i Pszczyna. Pogoda im na ogół dopisywała, ale jak na ironię w samej końcówce wycieczki uciekali przed burzą, która jednak dopadła ich w Ćwiklicach (czyli prawie w domu), gdzie w lesie na przystanku przy leśniczówce przeczekali burzę z piorunami i potężną ulewą. Przemoczeni do suchej nitki dotarli do domu. W dwa lata później pokonali z córką tę samą trasę, ale w skróconym do tygodnia okresie.

Z 15-letnią już Anną (w 1995 r.) odbyli podróż połączoną z odwiedzinami u rodziny w Chełmnie i Koninie, a trasa wiodła najpierw pociągiem do Kołobrzegu, wybrzeżem na Hel, statkiem do Gdyni i dalej rowerami do Gdańska, Chełmna, Torunia, Konina, Sieradza i do Pszczyny. To był ostatni wyjazd z córką, która miała już swoje plany i zainteresowania, ukończyła Liceum Ogólnokształcące o profilu informatycznym w Bielsku, a potem studia na Uniwersytecie Jagiellońskim (politologia ze specjalizacją dziennikarską) w Krakowie.

W 2002 r. pan Henryk przedsięwziął podróż z Pszczyny do Suwałk pociągiem, a później rowerem trasą obejmującą Giżycko, Kętrzyn Św. Lipkę, Mrągowo, Olsztyn, Elbląg, Gdańsk, Toruń, Włocławek, Łódź, Piotrków Trybunalski, Góry Świętokrzyskie, Kielce, Miechów i powrót do Pszczyny (w 14 dni).

Po pięciu latach przerwy, czyli od 2007 r. rozpoczął coroczne, samotne wyprawy rowerowe, i jak mówi, to mu najbardziej odpowiada, nie trzeba się do nikogo dostosowywać, na nikogo czekać, podróżuje według własnych planów i chęci. A trasy są rzeczywiście imponujące, obejmują setki kilometrów pokonywane w ciągu najczęściej dwóch tygodni, najmniej tygodnia. Te wycieczki mają coraz bardziej ukierunkowany na określone cele charakter, np. szlakiem latarni morskich w 2016 r. od Świnoujścia do Krynicy Morskiej (2026 km w 14 dni), drewnianej architektury w Małopolsce w rok późnej (1832 km, 13 dni), czy zamków krzyżackich w 2018 r. od Mazowsza przez Warmię, Mazury, Pomorze po Kujawy (1832 km, 13 dni).

Jego podróże to nie tylko pokonywanie setek kilometrów, ale także spotkania z ludźmi, rozmowy, zwiedzanie zabytkowych obiektów. Ma za sobą wiele przegadanych godzin z poznanymi w drodze osobami. Jego otwartość sprzyja nawiązywaniu kontaktów, toteż wcale nie czuje się w tym czasie osamotniony, zawsze znajdzie się ktoś, z kim doskonale się rozumie. Na swoich trasach zwiedził też wiele kościołów, które najchętniej ogląda bez ludzi, księży i ich kazań. Spotkał wielu duchownych, ale jak uważa, tylko dwóch z prawdziwego zdarzenia, tzn. takich według niego, którzy zachowali się jak zwykli ludzie, bezpretensjonalni, zajmujący się np. koszeniem trawy wokół parafii, czy też innymi podstawowymi gospodarskimi działaniami i nie oglądali się przy tym na pomoc parafian. Z wdzięcznością wspomina też księdza w Lidzbarku, który udzielił mu noclegu, kiedy nie znalazł go w hotelach i jeszcze bezinteresownie nakarmił.

Od 2012 roku pan Henryk rowerem przekracza także granice Polski poczynając od wyprawy przez cztery kraje – Polska, Niemcy, Czechy, Słowacja (w 16 dni 2347 km), w rok później znalazł się na wyspie Bornholm zaliczając po drodze m.in. Gniezno, Kołobrzeg (tu promem na wyspę), Gdynię, Sopot, Gdańsk, Toruń, Spałę, Włoszczową i stąd już do Pszczyny (13 dni, 1861 km).

Rok 2014 to wyprawa na Litwę do Wilna i Kowna (2411 km w 17 dni), 2015 w krainę Rumcajsa (953 km w 8 dni). Dodać jeszcze trzeba dwie wcześniejsze trasy krajowe: w 2011 r. przez 13 województw, w czasie której rower wzbogacony został o trzecie koło wiozące bagaże oraz chorągiewkę z herbem Pszczyny (2199 km w 16 dni) ; w 2010 r. odwiedził znane sobie zakątki kraju jak i poznawał nowe, m.in. Grunwald, Frombork, Toruń, Kruszwica, Biskupin, Gniezno, Kórnik, Rydzyna, Czocha (1991 km w 14 dni).

Udokumentowaniem wszystkich szesnastu tras rowerowych zajęła się córka Anna, dzięki temu większość z nich oraz setki zdjęć z każdej podróży, śledzić można na stronie internetowej, a w formie broszury wyprawy spisane zostały, od pierwszej do ostatniej, z wyszczególnieniem miejscowości, ilością przebytych kilometrów i ilością dni przejazdu.

Henryk Gajewski ma jeszcze przed sobą wiele planów, ale jak mówi, wszystko zależy od zdrowia, no i żony, z którą jeździ tylko samochodem.

(link do strony internetowej, oprócz ostatniej wycieczki dostępne są również poprzednie: www.pless.pl/54394-zdjecia-rowerowa-wyprawa-szlakiem-zamkow-krzyzackich-pszczyna).

[Zdjęcia w naszej Galerii]

Pszczyna, październik 2018              Barbara Solarska


 

 

©2019 Pszczyński Uniwersytet Trzeciego Wieku