PIENINY - maj 2024

Wycieczka w Pieniny.

Prognozy pogodowe nie zapowiadały optymistycznej pogody. Z tego powodu wszyscy byli uzbrojeni w parasole lub w kurtki przeciwdeszczowe. W czasie podróży w kierunku Pienin oczy z niepokojem spoglądały w niebo. Troszeczkę humory się poprawiały, bo jak zbliżaliśmy się do celu czarne chmury powoli zaczęły znikać. Po czterech godzinach podróży pierwszym celem wycieczki było jezioro czorsztyńskie. Troszeczkę mieliśmy pecha, bo gdy wsiadaliśmy na stateczek to prawie wszystkie miejsca na górnym pokładzie były zajęte. Pozostał nam parter, ale po pewnym czasie obróciło się to na naszą korzyść. Gdy byliśmy w połowie jeziora chmury zakryły błękitne niebo. Zaczęło ostro padać, mało tego, rozszalały się grzmoty i wystąpiły mocne podmuchy wiatru. Niepokój wstąpił w nasze serca. Nasza koliba zaczęła kołysać nas jakbyśmy byli w kołysce. Pasażerowie z górnego pokładu nie mający dachu nad głowami schronili się w dolnym pokładzie tam gdzie my zajęliśmy przez przypadek miejsca. I to było nasze szczęście, bo nie musieliśmy chronić się przed deszczem. Ale zrobiło się tłoczno, niektóre dzieci zaczęły płakać. Aby poprawić atmosferę z naszej inicjatywy popłynęły biesiadne pieśni. Jedna z nich to ….. „Nie lij deszczu nie lij, bo ci tu nie trzeba”…. I tymi pieśniami odczarowaliśmy pogodę. Gdy schodziliśmy na ląd nawet wyjrzało słoneczko. Następnie zaliczyliśmy zwiedzanie zamku niedzickiego. Przewodnik, które nas oprowadzał po zamku przez dwie godziny nie zamykała mu się gęba. Ciekawie opowiadał ale z tych wiadomości które mi pozostały to, to, że budowę zamku rozpoczęto w 1320 roku. I budowla fascynująca, strzelista, wyróżnia się w krajobrazie.

PIENINY 2024

Ale o historii zamku  nie będę pisał, tylko napiszę o tym że ponownie mieliśmy szczęście. Pogoda w górach zmienna jest więc  ponownie się rozpadało. Tym razem nas to nie wystraszyło jak na statku bo byliśmy w komnatach za grubymi murami. Po prostu dopisywało nam szczęście. Cały czas kręciliśmy się wokół jeziora czorsztyńskiego więc grzechem byłoby nie zwiedzić zapory. Doskonale jest rozwinięta tam sieć pamiętnikarska i gastronomiczna. Długo zwiedzaliśmy pienińskie atrakcje ale większość już myślała o zakwaterowaniu. Gdy dowiedziałem się że jedziemy do Mizery to nie brzmiało to zachęcająco. Jednak hotel w którym zakwaterowaliśmy nie kojarzył się z żadną miernotą. Standard był na poziomie.  Niektórzy mieli szczęście, bo ze swego pokoju mogli obserwować gniazdo bociana i bociany dokarmiające młodzież. Po tak długim zwiedzaniu o godzinie 18 była obiadokolacja. Smakowało bo talerze pozostały puste. A śniadania to szwedzki stół. wiadomo była okazja najeść się do syta bo przed nami był dwu i pół godzinny spływ Dunajcem. Nie wszyscy skorzystali z tej atrakcji bo jak mówili, niedawno spływali. Czyli zaoszczędzili 94 złotych bo tyle kosztował ulgowy bilet dla seniorów. Ci którzy nie skorzystali z atrakcji podjechali autobusem pod Trzy Korony aby zrobić kilka fotek i w oczekiwaniu na spływających zwiedzali Szczawnicę. Gdy grupy się połączyły to pojechaliśmy do Doliny Białej. Trasa spacerowa z pięknymi widokami i opowieściami historycznymi naszego przewodnika pana Piotra. Jak przekazał były to tereny zamieszkane przez naród łemkowski. Pozostał po nich kościół w Szlachtowej. Wystrój tej bożnicy jest prawosławny lecz zaakceptowany przez katolików którzy uczestniczą w mszach. Z przekonaniem stwierdziliśmy że jesteśmy bardzo tolerancyjnym narodem. Ostatni dzień to wjazd na górę Wdżar wyciągiem krzesełkowym. Pan Piotr ponownie nas zauroczył ciekawymi opowieściami. I pewnie gdyby nie on to obojętnie byśmy przeszli koło bazaltowej górki. Ciemnobrązowy kolor wyróżniał się na tle wapiennych skał. Znalazło się kilku chętnych aby te brązowe kamyki na pamiątkę zabrać do domu. ale my dla pana Piotra też byliśmy atrakcją. W czasie spaceru po szlaku pozdrawialiśmy przechodzących turystów przedłużonym dzień dobry. Przypomniały nam się czasy z podstawówki gdy na przywitanie pani nauczycielki odpowiadaliśmy chóralnie – dzieleń-dooo-bbbrrry. Reakcja turystów była różna a pan Piotr po prostu zginał się ze śmiechu. Jednak wszystko co pięknie i radosne zawsze się kończy. Liczymy na następne dzieeeń-dooo-bbbrrry na następnej wycieczce. Ahoj przygodo!

                                 

                                 Krzysztof Latała

PS – przez te deszcze to nawet – jak mówi porzekadło - „Lenin wiał z Pienin”!

------------------------------------ ↖↗↘↙ ↖↗↘↙ ↖↗↘↙ ↖↗↘↙   ---------------------------------------------





 


©2024 Pszczyński Uniwersytet Trzeciego Wieku