ŚWIĘTOKRZYSKIE; DWA SPOJRZENIA - 18.06.2023 r.-

Wycieczka była nadzwyczajna. Powstało kilkadziesiąt zdjęć (patrz Galeria) i uwaga! dwa opisy wydarzeń. Dwoje z naszych słuchaczy, pani Olga i  pan Krzysztof, nie wiedząc o tym niezależnie od siebie napisali o wycieczce. Prezentujemy obie relacje, bo otrzymujemy rzadką okazję informacji "stereo":

 

GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE

  W dniach 9-10-11 czerwca wybraliśmy się w Góry Świętokrzyskie. Zapakowane bagaże i jak zwykle na wycieczkach z pogodą i radością ruszyliśmy ku Kielecczyźnie. Góry Świętokrzyskie to niskie pasmo górskie, ale najstarsze góry w Polsce. Wycieczkę rozpoczęliśmy od zwiedzania Jaskini Raj, jednej z najpiękniejszych naszego kraju, rezerwat przyrody. Odpowiednio przygotowaliśmy się, bo było tam naprawdę zimno, około 9 st. C, a wilgotność ok. 95%. Zobaczyliśmy krzemienne narzędzia neandertalczyka, szczątki mamuta, ale najciekawsze były kolumny naciekowe, przeurokliwe stalaktyty, stalagmity, np. harfy, makarony, pola ryżowe. Wyszliśmy zauroczeni przeróżnymi formami krasowymi.

Stamtąd pojechaliśmy do Chęcin. Z daleka widać było ruiny starej polskiej warowni – zamku królewskiego z przełomu XIII i XIV wieku. Była to jedna z najpotężniejszych twierdz na ziemiach polskich. Zamek miał 100 m głęboką studnię, więc wody jako najważniejszej w czasie obrony, nigdy nie brakowało. Do warowni wspinaliśmy się w pięknej słonecznej pogodzie, choć straszyły chmury i grzmoty, ale szliśmy odważnie. Obeszliśmy zamek, weszliśmy na wieżę, z której rozpościera się daleki widok na Ziemię Świętokrzyską. Powrót z górki był łatwiejszy, a deszczyk, który nas gonił przyspieszył zejście.

Następnie udaliśmy się do Rezerwatu Kadzielnia – wapienne wyrobisko, które wypełniają podziemne wody tworząc Jezioro Szmaragdowe. Jest tu największe skupisko jaskiń na Kielecczyźnie. Wokół jeziora jest piękny trakt spacerowy otoczony bogatą roślinnością, nawet ze sztucznym wodospadem. Nasza Ania (z Zarządu), rodowita Kielczanka chodziła tu ze szkoły na wf, bo blisko i ciekawe miejsce w plenerze ze ścieżkami, choć wtedy bardziej dzikimi. Jest tu też duży nowoczesny amfiteatr. Nazwa Kadzielnia wywodzi się od jałowca, z którego robiono tu kadzidła. Miejsce zaiste piękne.

Stamtąd pojechaliśmy do kolejnego rezerwatu przyrody nieożywionej -Wietrznia. Na wzniesieniu wzgórza Wietrzni i innych dookoła były wapienno dolomitowe kamieniołomy. Jest tu Centrum Geoedukacji, obecnie ciekawie rozlokowane, planety Układ Słonecznego. Rezerwaty przyciągają swymi walorami miejscowych, a są też atrakcją dla zwiedzających.

Po rundzie krajoznawczej udaliśmy się do hotelu. Wieczorem, jak zwykle rozrywkowo – zajęcia w tzw. podgrupach z piwem czy winem, jak kto wolał.

Drugi dzień i kluczowy „Święty Krzyż”. Nazwa pochodzi od relikwii Krzyża Świętego przechowywanych na Łysej Górze. Dzięki Panu przewodnikowi, który potraktował nas jako pielgrzymkę emerytów i rencistów, w mgle i chmurach dajechaliśmy autobusem na sam szczyt Łysej Góry. Ominęło nas wdrapywanie się na szczyt. Ponad drzewami po trochę spośród chmur wyłaniała się wieża, najwyższy punkt widokowy w okolicy. Tu usłyszeliśmy legendę o powstaniu Świętego Krzyża. Najpierw drewnianego klasztoru, który Chrobry przebudował w murowany klasztor i kościół. Do dziś otoczone są nadal urzekającą starą puszczą jodłową. Jest to magiczne miejsce, wizytówka Gór Świętokrzyskich. Zwiedziliśmy kościół, najstarsze sanktuarium na ziemiach polskich z XII wieku. Zejście z Świętego Krzyża to było nie byle wyzwanie. Dość stroma górska ścieżka z progami i śliska po wcześniejszym deszczu. Ale nasza silna grupa bez problemu uporała się z trudnościami uwieńczonymi na dole kawką czy piwem. Odprężeni ruszyliśmy w dalszą drogę do Kałkowa – Godowa.

Kałków-Godów - tu znajduje się Golgota - Martyrologium Narodu Polskiego, Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski. Niecodzienna lekcja historii. Budynek przypomina średniowieczny zamek. Znaczna część to Golgota Wschodu, dalsze nowsze acz tragiczne czasy komunistyczne. Cały obiekt tonie w bogatej przyrodzie.

Po obiadokolacji zajęć „w podgrupach” ciąg dalszy. Wycieczki bowiem to nie tylko zwiedzanie. To czas spotkań, śpiewów, wspomnień.

W trzecim dniu odwiedziliśmy dworki naszych polskich wielkich literatów. Najpier pałacyk Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku. Parter pałacyku został odtworzony jak za życia pisarza -sprzęty, portrety rodzinne, np. teścia pisarza pijącego miód pitny. Teść wówczas wypowiedział słowa: „wiedział Pan Bóg po co pszczoły stworzył”. Słowa te Sienkiewicz włożył w usta Zagłoby rozkoszującego się tymże trunkiem. Na piętrze zgromadzono pamiątki naszego noblisty. Pałacyk otoczony jest starym, dużem parkiem.

Dalszy ciąg to Kielce. Tam dotarliśmy aby posilić się przed dalszą podróżą.

BAKSIK OLGA 06.2023Odstani punkt wycieczki – dworek Mikołaja Reja w Nagłowicach. Ukazuje znaczenie twórczości pisarza dla piśmiennictwa i całej kultury polskiej. Mikołaj nie był skory do nauki i brak wykształcenia dokuczał mu do końca życia. Był jednak świetnym gospodarzem. Jako dorosły zdobył ogładę towarzyską i dużo się uczył. Do dziś ma miano ojca literatury polskiej. Wszyscy znamy jego przesłanie: „a niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi i swój język mają”. Dał początek literatury narodowej. Przekonywał, aby łacinę zastępować językiem polskim. Twórczość Reja jest bardzo bogata, a język w stylu mowy potocznej konkretny, realistyczny. W dworku jest wystawa reprodukcji z życia i dorobku literata, teksty rękopisów.

Większość z nas nie znała Kielecczyzny. Jak w każdym regionie i tu są perełki godne poznania. A to wszystko przybliżył nam w bogaty i humorystyczny sposób pan przewodnik. W dodatku pogoda nas rozpieszczała, deszcz omijał, a słoneczko przyświecało naszym dobrym humorom.

                                                                                                           Olga Baksik

 ---------------------------------------------------- ₢ ₢ ₢ ₢  ₢ ₢ ₢ ₢ ---------------------------------------------------- 

 

RELACJA Z ŚWIĘTOKRZYSKIEJ WYCIECZKI.

   Pogodowe prognozy zapowiadały, że będziemy zwiedzali świętokrzyskie w deszczu i burzach i to przez trzy dni. Obiecująco się nie zapowiadało. Jednak o poranku było słychać śpiewające kosy.  Optymistycznie, więc powiało. Potwierdziły to wróbelki, które dołączyły do kosów i wspólnie uprawiały swoje trele. Niebo zrobiło się błękitne, czyli ptaszki wyśpiewały nam piękną pogodę. Każdy oglądał przepowiednie pogodowe i wszyscy byli zaopatrzeni w parasole i kurtki przeciwdeszczowe a niektórzy nawet w odpowiednie buty. W promieniach słonecznych po mniej więcej dwóch godzinach dotarliśmy do Jaskini Raj. A tu czekała nas niespodzianka. Okazało się, że jest awaria prądu i ten Raj nie chciał się przed nami otworzyć. Jesteśmy przed Rajem i nie możemy do niego wejść, byliśmy zawiedzieni. Czekamy do skutku, do chwili, gdy otworzą się bramy Raju – wszyscy byli zgodni.  Opłacało się. Po godzinie wyczekiwania otworzyły się wrota Raju.  Przywitała nas temperatura 9 stopni Celsjusza.  Jaskinia ma 180 metrów, oblepiona stalagmitami i stalaktytami. Odpowiednie oświetlenie robiło pięknie wrażenie. Przewodnik jaskiniowy motywował do naciekowych skojarzeń. Więc można było dojrzeć krasnali lub całującą się parę, i wiele innych baśniowych postaci. Wydawało się, że po takiej atrakcji pojedziemy do hotelu i odpoczniemy. Jednak pan Piotr - nasz przewodnik, zaplanował ten dzień bardziej intensywniej. Z Raju podjechaliśmy pod ruiny zamku w Chęcinach. Cóż powiedzieć, kamień na kamieniu, wieże zamkowe były największą atrakcją i zarazem ozdobą krajobrazową.  Lecz na tym nie skończyła się nasza turystyka. Zaplanowany był jeszcze rezerwat Kadzielnia. Po zakończeniu wydobycia teren przekształcili w teren turystyczny. Powstało malownicze jeziorko z wodospadem i ścieżkami spacerowymi. Ciekawy też był amfiteatr. I wydawało się, że w końcu do domu, czyli do hotelu, ale wylądowaliśmy w następnym rezerwacie przyrody. Pan Piotr zorganizował nam przyrodniczo-naturystyczny dzień. Z ulgą dowiedzieliśmy się, że ten rezerwat to była ostatnie atrakcja tego dnia. Wyjechaliśmy z Pszczyny o godzinie 7 a do hotelu w Ostrowie Świętokrzyskim przybyliśmy o 18 godzinie. Po obiadokolacji w hotelu zapanowała cisza. Większość udała się do odpoczynek, aby zregenerować nadwyrężone siły.  Wystrój hotelu to lata, 80 ale było czysto i schludnie. Zabawiłem się w detektywa i dowiedziałem się, że najtańszy pokój dwuosobowy to koszt 205 złotych dla korzystających indywidualnie z śniadaniem. I stwierdziłem, że organizatorzy wycieczki to czarodzieje. Spędziliśmy trzy interesujące dni w cenie 480 złotych. W cenię wchodziły koszty autobusu i kierowcy + pan Piotr – przewodnik + 2 dni spania, dwie obiadokolacje, śniadania i bilety wstępu do muzeów.  Ciekawe jak zarząd UTW to wyczarował ? Jednym słowem to czarodzieje. A śniadania to szwedzki stół, więc smakowite obfitości wpadały z lubością do ust. Trzeba było tych obfitości posmakować, bo na co dzień, takich śniadaniowych rarytasów chyba nikt nie ma w domu. Mając w pamięci poprzedni dzień gdzie nie było chwili nawet na kawę, większość zapełniała żołądek do pełna. I tak nasyceni rozpoczął się następy dzień naszej wędrówki. Zapowiadała się trasa sakralna były do zwiedzenia tylko dwa kościoły, co nas bardzo ucieszyło. Chwała panu Piotrowi, że załatwił zezwolenie na wjazd autobusu pod sam kościół zwany Świętym Krzyżem, co wyeliminowało trudy ze zdobyciem tego szczytu. Kościół wybudowany jest na szczycie Góry Łysiec, która wynosi 595 metrów. Za czasów pogan na tej górze czarownice organizowały sabat czarownic - tak mówi legenda. Jednak z góry trzeba było zejść na nogach i na własnej skórze doświadczyliśmy że nie był to spacerek. Zaklinacz deszczu spowodował że trasa zrobiła się śliska. Było wiele potknięć, ślizgów i upadków, niektórzy przeżywali horror. Jednak daliśmy radę, przeżyliśmy, skór nie oddaliśmy naturze. Chyba każdy zapamięta te zejście do końca życia. Na szczęście na dole była gospoda, która oferowała między innymi piwo { kufel 15 zł} i można było wytchnąć. Tak naprawdę to wszyscy mieli po dziurki w nosie dalsze zwiedzanie, ale pan Piotr postawił na swoim. Zawiózł nas do sanktuarium w Kałkowie-Godów. Poza kościołem atrakcyjna była Golgota, małe zoo, ale zwiedzanie to była pestka, płaski teren. Tym razem troszeczkę prędzej przyjechaliśmy na pyszną obiadokolację. Był czas i niektórzy wybrali się na wieczorny obchód okolic hotelu. Inwestycje w Ostrowie Świętokrzyskim były widoczne. Z rozmachem rozkopane było centrum miasta. Na ostatni dzień wycieczki to szlak literacki.  Zwiedziliśmy posiadłość Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku. Pałacyk ten został mu podarowany od społeczeństwa. I ciekawostka, po kilku latach okazało się, że posiadłość jest zadłużona, którą nie ujawnił dawny właściciel. Sienkiewicz jednak nie oddał darowizny, lecz spłacił dług. Przed nami jeszcze była następna atrakcja, ale z przerwą obiadową w Kielcach.  Tym razem obiad nie był w cenie wycieczki, więc z lżejszymi portfelami udaliśmy się do dworku Mikołaja Reja. Chociaż nie było to duże muzeum to opowieści pani kustosz o pisarzu trwały prawie godzinę. I warto było się wsłuchiwać, bo dowiedliśmy się, między innymi, że prawdziwe nazwisko Mikołaja to Ambroży Rożek. I na tym kończył się czar naszej wycieczki. Do domu przyjechaliśmy późnym wieczorem, bo droga powrotna nie została usłana  różami; zwolnienia drogowe, korki. Umęczony, ale zadowolony z radością ujrzałem swoje własne łóżko. I rano przebudził mnie śpiew kosów i ćwierkanie wróbelków. Byłem zadowolony, że jestem u siebie we własnym klimacie. Wszędzie jest pięknie i zachęcam do zwiedzania, ale najpiękniej jest zawsze w domu. Pozdrawiam.  

                                                                                                                           Krzysztof Latała 

=======================  ₢₦ ₢₦ ₢₦ ₢₦ ₢₦ ₢₦ ₢₦ ₢₦ ==========================






©2024 Pszczyński Uniwersytet Trzeciego Wieku